Tego dnia w pracy
nic się nie działo, w ciągu pierwszych 30 minut odwaliłam całą pańszczyznę i
oczekiwałam mocno spóźnionej koleżanki niedoli. Gdy się pojawiła, wyglądała
jakoś inaczej, cała promieniała a w jej oku widziałam błysk. Kiedy kobieta jest
w takim stanie może stać za tym tylko jedno - samiec.
Mieszkali w tym
samym bloku, nie pamiętam czy poznali się w windzie, czy przez któregoś z
sąsiadów. Ona była oczarowana, jego wyglądem, urokiem, hawajskimi koszulami (kompletnie nie mój styl) i
grą na gitarze.
- Nie myślałam, że
taki facet jest tuż pod moim nosem! Byłam już taka zrezygnowana, nie miałam na
nic czasu a tu bach! Czuję, że będzie z tego coś poważniejszego- szczebiotała
jak nastolatka.
Pierwsze spotkania
upłynęły im głównie na spacerach po osiedlu zakończonych czasem wizytą w kiosku
ruchu. Muszę dodać, że była to jedna z ostatnich srogich zim w Warszawie,
przeważnie było -10, -15, kilka razy zdarzyło się -25 stopni.
Okazyjnie też,
odwiedzali się w swoich mieszkaniach, najczęściej pod czujnym okiem rodziców.
Któregoś razu
podczas końcowego pit stopu w kiosku ruchu, amant oznajmił, że musi kupić
doładowanie za 25 zł, przy kasie zorientował się, że niestety zapomniał portfela, nie
ma pojęcia jak to się mogło stać i ma ogromną prośbę czy mogła by za niego
założyć pieniądze.
Założyła.
Nadszedł ważny dla
niej dzień, pierwsze przedstawienie samca swoim znajomym. Przez trzy dni
analizowałyśmy każdy detal stroju na tą wyjątkową okazję.
Kiedy po weekendzie
spotkałyśmy się znowu jej entuzjazm przyblakł.
- Wiesz, poszliśmy
na to piwo, wszyscy stwierdzili, że jest miły, pogadał z każdym a przy okazji
poświęcał czas również mnie - jednak po jej minie widziałam, że coś ją bardzo
gryzie.
- W takim razie Pe,
w czym tkwi problem? - pociągnęłam ją za język.
- Wiesz już nie
chodzi o to, że ubrał najbardziej jaskrawą koszulę w hawajskie kwiaty, założył
srebrną bransoletę i nażelował włosy tak, że przypominały jeża... Zamówiłam
piwo i myślałam, że on zapłaci bo przecież ja ostatnio zapłaciłam za jego
doładowanie do telefonu. Kiedy wzięłam piwo on zmierzył mnie wzrokiem i spytał
niemalże z wyrzutem "chyba za siebie zapłacisz?" na co ja zbaraniałam
i przypomniałam, że przecież to ja ostatnio za niego założyłam i myślałam, że
on postawi mi piwa i będziemy ok. A on ta rzucił szybko "oddam Ci przy
okazji" i normalnie uciekł spod tego baru!No nie wiem, jakoś tak mi się
przykro zrobiło - posłała mi smutną minkę.
Była to nasza
pierwsza studencka praca, pracowałyśmy kilkanaście godzin w tygodniu,
przeważnie po wykładach, nie zarabiałyśmy kokosów. On z kolei był starszy, miał
już pełnoetatową pracę, więc jego zachowanie w stosunku do Pe było bardzo nie
fair .
Minęły dwa
tygodnie, kilka spotkań, a dług za doładowanie nawet nie został uregulowany. Na
nieśmiałe sugestie Pe amant reagował tak
samo, przytakiwał, że następnym razem odda albo zmieniał temat. Ponieważ Pe
jest jedną z najłagodniejszych i najmilszych dziewczyn jakie znam, ciężko było
jej być stanowczą i wyegzekwować swoje.
Powoli zaczęło ją
też męczyć to, że nie wychodzą do kina ani na imprezy, a jak wybierają się
gdzieś z jej znajomymi (a co z jego?) to ona za siebie płaci. Kobieta lubi
zaangażowanie, chce być zdobywana, szczególnie na początkach znajomości gdzie
przeważnie ludzie spotykają się na mieście, owiani nutką tajemniczości,przy czym każdy stara się pokazać z jak
najlepszej strony.
Nadchodziły
imieniny Pe. Umierałam z ciekawości czym uraczy ją jej druga połówka, którą
ja w myślach dawno ochrzciłam Panem Skąpiradełkiem.
Pan Skąpiradełko
podarował Pe prezent tak abstrakcyjny, że jak usłyszałam co, to aż wgniotło
mnie w fotel.
-... i wtedy on
zdejmuje rękawiczkę i z kieszeni wyjmuje mały pakunek, rozwijam
zniecierpliwiona papier, a tam porcelanowy słonik z trąba uniesioną do góry,
wierz mi, myślałam że się rozpłaczę, był taki szkaradny, a on mi mówi
"chciałem podarować Ci coś wyjątkowego co będzie Ci o mnie przpominać
stale i przyniesie Ci mnóstwo szczęścia", no nie mógł dać mi misia, breloczka
czy chociaż rafaello? - lamentowała Pe.
Wiem, że powinnam
pogłaskać ją po główce, powiedzieć, że liczy się pamięć i że może następnym
razem czymś ją zaskoczy ale nie mogłam. Wybuchłam tak silnym śmiechem, ża zaowocował bolesną kolką. Za chwilę Pe śmiała się razem ze mną przez co
pozostali współpracownicy patrzyli na nas jak na wariatki.
Widocznie mina Pe
wyraziła wtedy jej głębokie, graniczące wręcz z rozpaczą rozczarowanie bo z
okazji urodzin Pan Skąpiradełko postarał się bardziej, obdarowując ją
czarno-srebrną bransoletką z koralików. Pe z dumą nosiła ją na nadgarstku.
Spodziewała się wachlarza bądź wysadzanej bursztynami podobizny Jana Pawła II, a tu takie
zaskoczenie.
Ta historia jednak
nie doczekała się happy endu. Podczas jednej z wizyt w mieszkaniu Pana
Skąpiradełka Pe zauważyła kolekcje porcelanowych słoników jego mamy kłębiącą
się na serwecie przy telewizorze. Gdy podeszła bliżej, wiedziona złym
przeczuciem zaobserwowała puste miejsce w środku wielkości podstawki jej
imieninowego giftu. Czara goryczy przelała się gdy do pokoju wpadła młodsza
siostra oszczędnego kawalera i spytała czy nie widział jej czarno-srebrnej bransoletki bo już
od dawna jej nie widziała, a przeszukała cały dom.
Po tym wszystkim
nastąpił koniec relacji. Cały czas powtarzam Pe, że szkoda że nie poczekała do
następnej okazji bo umieram z ciekawości czy dostałaby kuboty jego ojca czy
może praktyczną wędkarską kamizelkę z kieszonkami, dzięki czemu miała by
wszystko przy sobie i nie musiała nosić torebki czy piórnika na wykłady :)
Buziaki,
Waćpanna
Bardzo fajny blog, ciekawie i lekko pisany :)
OdpowiedzUsuń