Czym jest Projekt Sto Randek

niedziela, 20 listopada 2016

Pan Skąpiradełko

Tego dnia w pracy nic się nie działo, w ciągu pierwszych 30 minut odwaliłam całą pańszczyznę i oczekiwałam mocno spóźnionej koleżanki niedoli. Gdy się pojawiła, wyglądała jakoś inaczej, cała promieniała a w jej oku widziałam błysk. Kiedy kobieta jest w takim stanie może stać za tym tylko jedno - samiec.
Mieszkali w tym samym bloku, nie pamiętam czy poznali się w windzie, czy przez któregoś z sąsiadów. Ona była oczarowana, jego wyglądem, urokiem, hawajskimi koszulami (kompletnie nie mój styl) i grą na gitarze.
- Nie myślałam, że taki facet jest tuż pod moim nosem! Byłam już taka zrezygnowana, nie miałam na nic czasu a tu bach! Czuję, że będzie z tego coś poważniejszego- szczebiotała jak nastolatka.
Pierwsze spotkania upłynęły im głównie na spacerach po osiedlu zakończonych czasem wizytą w kiosku ruchu. Muszę dodać, że była to jedna z ostatnich srogich zim w Warszawie, przeważnie było -10, -15, kilka razy zdarzyło się -25 stopni.
Okazyjnie też, odwiedzali się w swoich mieszkaniach, najczęściej pod czujnym okiem rodziców.
Któregoś razu podczas końcowego pit stopu w kiosku ruchu, amant oznajmił, że musi kupić doładowanie za 25 zł, przy kasie zorientował się, że niestety zapomniał portfela, nie ma pojęcia jak to się mogło stać i ma ogromną prośbę czy mogła by za niego założyć pieniądze.
Założyła.
Nadszedł ważny dla niej dzień, pierwsze przedstawienie samca swoim znajomym. Przez trzy dni analizowałyśmy każdy detal stroju na tą wyjątkową okazję.
Kiedy po weekendzie spotkałyśmy się znowu jej entuzjazm przyblakł.
- Wiesz, poszliśmy na to piwo, wszyscy stwierdzili, że jest miły, pogadał z każdym a przy okazji poświęcał czas również mnie - jednak po jej minie widziałam, że coś ją bardzo gryzie.
- W takim razie Pe, w czym tkwi problem? - pociągnęłam ją za język.
- Wiesz już nie chodzi o to, że ubrał najbardziej jaskrawą koszulę w hawajskie kwiaty, założył srebrną bransoletę i nażelował włosy tak, że przypominały jeża... Zamówiłam piwo i myślałam, że on zapłaci bo przecież ja ostatnio zapłaciłam za jego doładowanie do telefonu. Kiedy wzięłam piwo on zmierzył mnie wzrokiem i spytał niemalże z wyrzutem "chyba za siebie zapłacisz?" na co ja zbaraniałam i przypomniałam, że przecież to ja ostatnio za niego założyłam i myślałam, że on postawi mi piwa i będziemy ok. A on ta rzucił szybko "oddam Ci przy okazji" i normalnie uciekł spod tego baru!No nie wiem, jakoś tak mi się przykro zrobiło - posłała mi smutną minkę.
Była to nasza pierwsza studencka praca, pracowałyśmy kilkanaście godzin w tygodniu, przeważnie po wykładach, nie zarabiałyśmy kokosów. On z kolei był starszy, miał już pełnoetatową pracę, więc jego zachowanie w stosunku do Pe było bardzo nie fair .
Minęły dwa tygodnie, kilka spotkań, a dług za doładowanie nawet nie został uregulowany. Na nieśmiałe sugestie Pe amant reagował tak samo, przytakiwał, że następnym razem odda albo zmieniał temat. Ponieważ Pe jest jedną z najłagodniejszych i najmilszych dziewczyn jakie znam, ciężko było jej być stanowczą i wyegzekwować swoje.
Powoli zaczęło ją też męczyć to, że nie wychodzą do kina ani na imprezy, a jak wybierają się gdzieś z jej znajomymi (a co z jego?) to ona za siebie płaci. Kobieta lubi zaangażowanie, chce być zdobywana, szczególnie na początkach znajomości gdzie przeważnie ludzie spotykają się na mieście, owiani nutką tajemniczości,przy czym każdy stara się pokazać z jak najlepszej strony.
Nadchodziły imieniny Pe. Umierałam z ciekawości czym uraczy ją jej druga połówka, którą ja w myślach dawno ochrzciłam Panem Skąpiradełkiem.
Pan Skąpiradełko podarował Pe prezent tak abstrakcyjny, że jak usłyszałam co, to aż wgniotło mnie w fotel.
-... i wtedy on zdejmuje rękawiczkę i z kieszeni wyjmuje mały pakunek, rozwijam zniecierpliwiona papier, a tam porcelanowy słonik z trąba uniesioną do góry, wierz mi, myślałam że się rozpłaczę, był taki szkaradny, a on mi mówi "chciałem podarować Ci coś wyjątkowego co będzie Ci o mnie przpominać stale i przyniesie Ci mnóstwo szczęścia", no nie mógł dać mi misia, breloczka czy chociaż rafaello? - lamentowała Pe.
Wiem, że powinnam pogłaskać ją po główce, powiedzieć, że liczy się pamięć i że może następnym razem czymś ją zaskoczy ale nie mogłam. Wybuchłam tak silnym śmiechem, ża zaowocował bolesną kolką. Za chwilę Pe śmiała się razem ze mną przez co pozostali współpracownicy patrzyli na nas jak na wariatki.
Widocznie mina Pe wyraziła wtedy jej głębokie, graniczące wręcz z rozpaczą rozczarowanie bo z okazji urodzin Pan Skąpiradełko postarał się bardziej, obdarowując ją czarno-srebrną bransoletką z koralików. Pe z dumą nosiła ją na nadgarstku. Spodziewała się wachlarza bądź wysadzanej bursztynami podobizny Jana Pawła II, a tu takie zaskoczenie.
Ta historia jednak nie doczekała się happy endu. Podczas jednej z wizyt w mieszkaniu Pana Skąpiradełka Pe zauważyła kolekcje porcelanowych słoników jego mamy kłębiącą się na serwecie przy telewizorze. Gdy podeszła bliżej, wiedziona złym przeczuciem zaobserwowała puste miejsce w środku wielkości podstawki jej imieninowego giftu. Czara goryczy przelała się gdy do pokoju wpadła młodsza siostra oszczędnego kawalera i spytała czy nie widział jej czarno-srebrnej bransoletki bo już od dawna jej nie widziała, a przeszukała cały dom.
Po tym wszystkim nastąpił koniec relacji. Cały czas powtarzam Pe, że szkoda że nie poczekała do następnej okazji bo umieram z ciekawości czy dostałaby kuboty jego ojca czy może praktyczną wędkarską kamizelkę z kieszonkami, dzięki czemu miała by wszystko przy sobie i nie musiała nosić torebki czy piórnika na wykłady :)
Buziaki, 
Waćpanna


1 komentarz: